WYSTAWY

Trzysta cieni - to pierwsza wystawa, która zawisła na ścianach Galerii Słowa. Stworzona przez  Łucję Wilewską oraz Martę Placek. Marta udostępniła swoje zdjęcia wykonane w latach 2010-2012, Łucja dopisała do nich teksty, których zadaniem jest oddanie czy odzwierciedlenie atmosfery panującej na fotografii. (Teraz zdjęcia już wyblakły, został tylko tekst).

Żyjemy na świecie po kilkadziesiąt lat. Nie pamiętamy wszystkich wydarzeń. Tylko niektóre sytuacje zostają w naszej pamięci. Wszystko jest w normie, jeśli są to wydarzenia o dużej wadze: ślub, pogrzeb, narodziny dziecka. Jednak bardo często zdarza się, że w pierwszych rzędach naszego prywatnego teatru zasiadają sytuacje dużo mniej znaczące, takie jak zabranie nam lizaka przez inne dziecko w przedszkolu, potknięcie się o rozwiązane sznurowadło w szóstej klasie podstawówki czy odmowa pójścia na randkę przez Michała z trzeciej be. Te wydarzenia grają często rolę pierwszych skrzypiec, zdarza się, że są bardziej intensywne w naszych wspomnieniach nich sytuacje naprawdę ważne z punktu widzenia naszego życia. Dlaczego tak się dzieje? Otóż dlatego, że z tymi sytuacjami wiązały się niesamowicie silne emocje. A wyjątkowo silne emocje wiążą z nami takie zdarzenia na bardzo długo. Często niepotrzebnie.

Nie chcę, przykładowo, pamiętać o tym, że się przewróciłam na oczach całej klasy i miałam stłuczone kolano i wybitego zęba. Nie chcę o tym pamiętać, bo jest to dla mnie smutne, bolesne i przypomina mi się za każdym razem, gdy wychodzę po schodach w towarzystwie innych osób, albo gdy mam wyjść przed grupę osób i zaprezentować coś. Zastanawiam się czy teraz też się potknę, czy mam właściwie zapięte buty. Zawsze to sprawdzam, raz czy dwa razy, czasem nawet trzy.

Nie pozwólmy, żeby takie cienie ciągnęły się za nami latami. Wywleczmy je siłą (albo sposobem) na światło dzienne, stańmy ze strachem i z lękami twarzą twarz i raz na zawsze się z nimi rozprawmy. To naprawdę jest możliwe.

Jeśli są takie wydarzenia, które nieproszone wychodzą na pierwszy plan, należy zwrócić na nie uwagę i dać im możliwość wypowiedzenia się. Wypłakania. Zaprośmy je na scenę, usiądźmy w pierwszym rzędzie i wysłuchajmy, co mają nam do powiedzenia. Potem porozmawiajmy z nimi, przytulmy je, wesprzyjmy, a kiedy o nie należycie zadbamy, okaże się, że już nie są nam potrzebne. Wyjdzie na to, że sami trzymaliśmy je ciągle przy sobie siłą naszych emocji. Teraz już możemy pozwolić im odejść. Niech zajmą odpowiednie dla siebie miejsce, niech zostaną uwolnione. Pozwólmy im w końcu przejść na drugą stronę cienia.


"Jesteś swoim własnym światłem i swoim cieniem"

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz