Coraz częściej zastanawiam się, jakby to było wyjść na pole, na słońce. Nigdy nie stałam w słońcu, ani nie widziałam go. Jestem ciekawa czy rzucałabym cień?

Waham się. Stoję w drzwiach, kopię jedną nogą w stary, drewniany próg sosnowy. Tępy stukot nie nastraja pozytywnie, nie motywuje do działania. Chowam się.

W cieniu jest ciemno i chłodno – to są jego główne wady. Ale zalet też ma nie mało: jest znany, swojski i przede wszystkim mój własny. Poznany, zdobyty i jakże wygodny.

Jednak…coraz częściej zastanawiam się, jakby to było wyjść na pole, na słońce. Spojrzeć w niebo i dać się rozpuścić, tu, gdzie teraz patrzę, na tym chodniku przed domem.

A jeśli słońca nie ma, jeżeli to tylko złudzenie? Co wtedy, gdy znajdę w sobie odwagę, żeby przejść przez drzwi, a tam okaże się, że nic nie ma? Puste niebo, kilka latarni dookoła i para zabłąkanych ptaków?

Coraz częściej zastanawiam się czy lepiej żyć w bezpiecznym świecie cienia i wierzyć, że jest słońce, czy wyjść i przekonać się naprawdę, co tam świeci z góry? Wyjść i rzucić cień, tak po prostu, tak od niechcenia. To byłoby coś.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz